web analytics

Wyniki wyszukiwania dla:

PRZESŁANIE PRZEŁOŻONEGO GENERALNEGO, ks. Fabio Attarda

Refleksja dotycząca Listu do Rzymian 8, 35

Apostoł Paweł, prawie dwa tysiące lat temu, w swoim Liście do Rzymian (8,35) zadał pytanie, które do dziś w wyjątkowy sposób przemawia do wierzących w Jezusa Chrystusa: Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?

Nie jest to pytanie skierowane do gremium specjalistów z zakresu teologii. Paweł stawia je jako wyzwanie, najpierw dla siebie samego, a następnie dla wierzących żyjących w trudnych warunkach Cesarstwa Rzymskiego, prześladowanych i pogrążonych w niepewności. Dzisiaj to pytanie nadal przemawia do nas, do naszych współczesnych niepokojów, do naszych poszukiwań sensu i stabilności, w epoce naznaczonej niepewnością nie mniej niepokojącą.

Głębokie korzenie

Chciałbym skomentować to zdanie Pawła, wychodząc od obrazu drzewa. Drzewo nie stoi dlatego, że ktoś je podtrzymuje z zewnątrz: stoi, ponieważ ma głębokie korzenie, które zakotwiczają je w głębi ziemi, gdzie nie docierają gwałtowne wiatry i burze. Kiedy Paweł używa słów „zakorzenieni w Chrystusie”, ma na myśli właśnie to. Nie chodzi tu o wierzenie w pewne rzeczy na poziomie idei, ale o kształtowanie własnej tożsamości, o stwierdzenie:

„Moje życie należy do Chrystusa, a fakt ten ma fundamentalne znaczenie, ponieważ daje solidną podstawę i strukturę całej mojej egzystencji”.

W dzisiejszym języku moglibyśmy powiedzieć, że chodzi o znalezienie solidnej podstawy dla własnej tożsamości. W świecie, w którym nieustannie jesteśmy zmuszani do budowania własnego wizerunku poprzez media społecznościowe, osiągnięcia zawodowe i uznanie innych, Paweł zachęca nas do spojrzenia na nasze życie w radykalnie odmienny sposób. Moja prawdziwa tożsamość – powiedziałby dziś Paweł – nie zależy od tego, ile pieniędzy zgromadziłem ani od tego, jaką pozycję zajmuję w społeczeństwie. Moja tożsamość zależy od mojej decyzji i woli przynależności do Jezusa Chrystusa, od mojej decyzji, by uznać, że jestem przez Niego kochany bezwarunkowo.

Życie i czerpanie siły z tych korzeni zmienia wszystko. Ponieważ są to głębokie korzenie, burze mogą wprawiać gałęzie w ruch, ale nigdy nie są w stanie wyrwać drzewa z korzeni. Próby mogą nim wstrząsnąć, ale nie mogą wyrwać go z gleby miłości Chrystusa. Łączy się z tym świadomość przynależności do Kogoś, kto nigdy mnie nie opuszcza.

Miłość, która karmi

Drzewo czerpie z gleby, w której jest zasadzone, wszystko, czego potrzebuje do życia. Podobnie chrześcijanin w pełni przeżywa swoją wiarę, czerpiąc siłę z miłości Chrystusa, ponieważ jest w Nim zakorzeniony. Ale co to konkretnie oznacza?

Oznacza to znalezienie chwil na słuchanie i ciszę. Ten wybór nie jest czymś nadzwyczajnym ani zarezerwowanym wyłącznie dla „zakonników”. Wręcz przeciwnie: jest to mądra praktyka zatrzymania się, czytania Słowa Bożego, modlitwy, po prostu przebywania w ciszy przed tajemnicą większą od nas samych, którą nosimy w sercu. W naszych czasach pośpiechu i nieustannego ruchu te systematycznie przeżywane chwile stają się coraz cenniejsze i bardziej cenione.
Oznacza to ponadto uczestnictwo w sakramentach, nie jako wypełnienie zewnętrznego obowiązku, ale jako żywe spotkanie z łaską Chrystusa. W odniesieniu do ciała zdajemy sobie sprawę z potrzeby jedzenia. Jeśli jesteśmy uważni, odkrywamy, że dla duszy istnieje podobna potrzeba: potrzebuje ona pokarmu.  Autentyczny chrześcijanin jest w stanie odkryć, że bez tego pokarmu prawdziwe życie usycha, toczy się bez sensu.

Jest coś, co ożywia to wszystko. Przyzwolenie, by miłość Chrystusa nas karmiła, oznacza, że ta miłość – będąc autentyczna – przemienia sposób, w jaki odnosimy się do samych siebie i do innych. Chrześcijanin, który czerpie siłę z miłości Chrystusa, stopniowo zaczyna postrzegać życie w innym świetle: nie jest to logika zemsty, bezlitosnej rywalizacji, desperackiego poszukiwania bezpieczeństwa poprzez gromadzenie dóbr ani obojętności wobec wszystkich. Zaczyna żyć kierując się logiką miłości: miłości, która przebacza, która służy, która ufa. Nie dlatego, że z natury jesteśmy dobrymi ludźmi, ale dlatego, że zostaliśmy przemienieni od wewnątrz przez miłość, która nieustannie nas karmi. 

„Zwycięstwo”, które nas podtrzymuje

Być może najsilniejszym aspektem przesłania Pawła jest „zwycięstwo”. Nie chodzi tu o „zwycięstwo” teoretyczne, lecz o rzeczywistość historyczną: Chrystus zmartwychwstał. I to „zwycięstwo” nad śmiercią radykalnie zmienia sposób, w jaki podchodzimy do życia. Nie żyjemy już w cieniu śmierci. Żyjemy natomiast w świetle zmartwychwstania, w blasku Tego, który pokonawszy śmierć, żyje teraz na wieki.
Nie oznacza to, że chrześcijanie nie cierpią ani nie umierają. Paweł doskonale o tym wie: wymienia próby, z jakimi zmaga się wierzący – głód, nagość, niebezpieczeństwo, prześladowania. Oznacza to jednak, że te próby nie mają ostatniego słowa. Oznacza to, że gdy chrześcijanin staje w obliczu choroby, żałoby, niesprawiedliwości, nigdy nie jest pozostawiony samemu sobie w obojętnym wszechświecie. Podtrzymuje go pewność, że Ten, w którym pokłada ufność, już zwyciężył. Nie jest to pewność, która usuwa cierpienie, ale która wpisuje je w szerszą historię, historię, która ma sens i nie kończy się w nicości.

Pytanie na dziś

Pytanie Pawła brzmi wciąż aktualnie w dzisiejszym świecie, w którym wielu ludzi poszukuje stabilności i sensu. Być może jesteś osobą wierzącą, a może po prostu ciekawi cię, co chrześcijaństwo ma do powiedzenia na temat życia. W obu przypadkach pytanie to zasługuje na refleksję: na czym buduję swoją tożsamość? Co naprawdę mnie karmi? Na czym polegam, gdy wszystko wokół mnie się wali?

Paweł proponuje odpowiedź, która nie jest łatwa, ale za to głęboka: możesz budować swoje życie na Chrystusie, możesz czerpać siłę z Jego miłości, możesz żyć w pewności zwycięstwa, które wykracza poza wszelkie doczesne pozory. Nie jest to odpowiedź dla tych, którzy szukają łatwych dróg, ale jest to odpowiedź, która podtrzymywała niezliczone rzesze ludzi – świętych i grzeszników, bohaterów i zwykłych ludzi – w najtrudniejszych momentach ich życia.

źródło: ANS


Podziel się tym wpisem: